Wczoraj przerzucałam kanały usiłując znaleźć coś interesującego i trafiłam w środek jakiegoś dokumentu o zegarkach mechanicznych i zegarmistrzach z tych najbardziej uznanych/najdroższych firm. Jak trafiłam, tak wsiąkłam. Oglądałam zafascynowana, z (dosłownie) opadniętą szczęką i próbowałam określić, co właściwie czuję.
Wszyscy ci skupieni, niewiarygodnie cierpliwi ludzie z lupami zegarmistrzowskimi w oku, mnóstwo filigranowych części tworzących skomplikowane, miniaturowe i jednocześnie, w taki abstrakcyjny sposób, piękne mechanizmy. Takie na przykład - warto kilku przyjrzeć się z bliska, na przykład ten drugi w pierwszym rzędzie... Pokazywane również w ruchu. Można na taki pracujący werk patrzeć godzinami. Skupiony, profesjonalny, jak wszyscy dookoła młody zegarmistrz z irokezem. Pani szlifująca krawędzie jednej małej części i spokojnie informująca, że oszlifowanie jej zajmuje (dwa? nie pamiętam dokładnie) tygodnie. Ręczne zdobienie elementów. Grawerowania, jak na przykład na tym zdjęciu, zwłaszcza motyw z lewej strony na dole. Szkieletowanie - wycinanie zbędnego materiału z części werku tak, że w rezultacie mamy ażurowy wzór i o niebo lepszy widok na działający mechanizm.
Kosztują takie zegarki kilka, kilkanaście, nawet kilkaset tysięcy euro. Ale to nie cena mnie fascynuje. Niesamowita jest zaklęta w tych zegarkach cierpliwa praca, energia wszystkich tych ludzi. Trochę jak w budowanych przez kilkadziesiąt lat katedrach, czy w przepisywanych ręcznie i bogato zdobionych iluminacjami manuskryptów. I piękno mechanizmów, nie tylko fizyczne, ale też i tego rodzaju, co piękno matematyki.
Kiedy wyobrażam sobie, że mogłabym być niesamowicie bogata, tak bogata, że nawet i same odsetki od kapitału wystarczałyby mi na wszelkie wypadki, to wydaje mi się, że nie kupowałabym sukienek ze grube tysiące, samochodów za jeszcze grubsze i wypasionych rezydencji. Że to wręcz niemoralne. Ale przekonałam się wczoraj, że do tych zegarków mam inny stosunek. To dobrze, że są ludzie, którzy je kupują. Że te niesamowite przedmioty mogą istnieć. I nieważne, że nigdy nie będzie mnie na coś takiego stać - dobrze wiedzieć, że są.
Jeden z zegarmistrzów z filmu powiedział coś takiego, że do tej pracy trzeba być trochę autystykiem i żyć w świecie, który już nie istnieje.
Powtórki: 17-stego o 9:00 i 23-go o 17:15. Niewykluczone, że obejrzę.
8 stycznia 2009
"Piękna sztuka zegarmistrzostwa"
o
12:13

